paź
31
2011
Znów Delhi, chu…e Delhi, nielubiane nie tylko przeze mnie ale także przez wielu turystów. A wszystko to przez miasto pełne brudu, chaosu, żebraków oraz tysięcy uciążliwych osób które chcą ci coś sprzedać… Na do miar tego muszę tu spędzić kolejne 5 dni w oczekiwaniu na mój wylot…
Ląduje w dość szczególnym czasie gdyż jest to noc Diwali. Najważniejsze ze świąt Indyjskich a obchodzone jest niczym nasz nowy rok – ilość fajerwerków jest wręcz nie do opisania. Ludzie zupełnie nie przejmują się przejeżdżającymi samochodami czy motorami, rzucając petardy gdzie popadnie. Podróż tuk-tukiem przez te ulice gdzie na milimetry obok coś wybucha, dostarcza mocnych wrażeń. Dotarcie o tej porze na mój CS’owy przysparza nieco komplikacji ale się udaje.
Prawie tydzień który spędzam w połowie na Couchsurfingu, a w połowie w hotelu. Nie zwiedzam nic i praktycznie nie ruszam się poza ulicę na której się zatrzymałem. Większość czasu śpiąc albo spędzając przed telewizorem.
Żegnam Delhi i Indie, odlatując ku nowej wielkiej przygodzie pozostawiając gdzieś w myślach…
…Refleksję na koniec —
Kultura tak odmienna od tej w której zostałem wychowany, często podczas rozmów spotykała się z brakiem zrozumienia. Tak odmienne poglądy na temat codziennego życia oraz prostoliniowy sposób myślenia niektórych ludzi po prostu przygnębia. Bardzo uciążliwe zaczepki sprzedawców, taksówkarzy itp. którzy nie rozumieją prostego słowa „nie”, to te z najbardziej uciążliwych doznań z jakimi miałem do czynienia w Indiach.
Poza tym wszystkim, ten wielki kraj ma wiele w sobie co zachwyca. Barwa, jedzenie oraz ta prawdziwa kultura to coś czego nie można spotkać gdziekolwiek indziej na świecie. Kraj podzielony na prowincje gdzie każda różni się od kolejnej. Północ która przypadła mi najbardziej do gustu, przyciąga magią bliskiego wschodu. Radżasthan w pustynnym klimacie oraz kilkoma miastami jest jedną z najbardziej interesujących prowincji oraz tropikalne GOA w którym miałem okazje pożądanie odpocząć. Oraz wiele innych miejsc których nie sposób opisać. Indie to także wspaniali ludzie, i mimo przez pryzmat osób napotkanych na ulicy, są to ludzie którzy darzą cię wielką pomocą i nie każdy tylko widzi w tobie pieniądze.
Nie mniej jednak cały ten zbiór pozytywnych jak i negatywnych doświadczeń w Indiach sprawia że ciężko mi określić jednoznacznie jakimi uczuciami darze ten kraj. Nie jest to kraj za którym będę tęsknił, lecz jeżeli w przyszłości nadarzy się okazja to z miłą chęcią odwiedzę Indie po raz kolejny…
paź
26
2011
Droga na lotnisko oraz czas na jej przebycie okazują się dużo krótsze niż mnie zapewniano. Zatem całodniowa podróż skraca się do 2,5 godzinnej przejażdżki. Korzystając z wolnego czasu resztę dnia spędzam na pobliskiej plaży Bogmalo. W końcu po całodniowym oczekiwaniu, upragnionym lotem bez najmniejszych problemów docieram do New Delhi.
: Bogmalo
paź
26
2011
Prawdziwe lenistwo! Plaża, szum morza i wielki relaks. Tak mija mój ostatni tydzień w tropikach . Jednak wszystko co dobre nie trwa wiecznie i tak dnia dzisiejszego wczesnym rankiem wyruszam w 63km trasę na lotnisko, gdzie późnym popołudniem czeka mnie wylot do Delhi. Stanowi to nie lada wyzwanie gdyż wybierając „tą tańszą opcję” zdecydowałem się na podróż lokalnym transportem a nie jak większość taksówką. Czekają mnie liczne przesiadki oraz walka z czasem by się nie spóźnić… Ale jak przygoda to przygoda
: Arambol
paź
20
2011
Przyszedł czas na tropiki i duuuużżżżyyy odpoczynek i tak po Bombaju trafiam do Goa, gdzie przez najbliższy tydzień zaprzestaje podróży, a jedynie co mam zamiar robić to relaksować się na plaży i popijając zimne piwo
Wybór jednak nie jest taki prosty, spośród ponad 20 plaży jakie ma do zaoferowania Goa. Zasięgając różnych opinii i również tego co napisane w Lonley Planet wybór pada na plaże o nazwie Anjuna.
Wita mnie mały wioskowy klimat z kilkoma sklepami i kilkunastoma restauracjami. Jako że sezon turystyczny dopiero rozpoczyna się w grudniu, miejsce jest bardzo puste. W prawdzie jest trochę turystów jednak większość restauracji i barów zostaje zamknięta ok 23… Czytaj resztę tego wpisu »
paź
17
2011
Dotarcie na otrzymany CS’owy adres było nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza wdarcie się do miejskiej kolejki w godzinach szczytu z plecakiem. Można powiedzieć że do przedziału „wjechałem na przysłowiowych butach
” Całe to doświadczenie mógłbym porównać do metra w Pekinie.
Nie za długo potem stoję u drzwi mieszkania Pooj’y która wita mnie z wielkim zdziwieniem że udało mi się dotrzeć lokalnym transportem.
Nie mam za wiele czasu na zaznajomienie się z Pooj’ą gdyż przez specyfikę swoje profesji całe dnie spędza na oglądaniu festiwalowych filmów a ja na zwiedzaniu miasta. Przeróżne tematy pozostawiamy na późne wieczory. I nawet jednej nocy udaje nam się wyskoczyć do restauracji na rewelacyjne jedzenie… Czytaj resztę tego wpisu »
paź
14
2011
Tym razem zaszalałem i wybrałem pociąg klasy 2A. Nie było to powód mojej pychy i burżuazji
ale jedyna z możliwych i najtańszych opcji wydostania się z Khajuraho.
Różnica między klasą SL a 2A jest dość spora. Głównymi różnicami są: klimatyzacja, ale i zasłonki w przedziałach, komplet pościeli na łóżko które mimo iż czystsze, nie rożni się praktycznie niczym od tych z klasy niżej. – Po raz pierwszy się chyba tak rewelacyjnie wyspałem po nocy. Inna klasa pociągu to też inna klasa społeczna, pośród mężczyzn w garniturach i raczej bogatych rodzin, nie wsiadają tu żebracy, ilość sprzedawców jedzenia też jest dużo mniejsza. Nikt nie zadaje ciągłych pytań – skąd jesteś?, -jak masz na imię? itp. Nadal jednak panuje kultura wywalania śmieci na podłogę.
Zaciemniony klimat przedziału przez gruby filtr przeciwsłoneczny w oknie sprzyja temu że całe te 20h praktycznie spędzam na spaniu oraz oglądaniu filmów na laptopie i co jakiś czas wyskakuje na peron by kupić coś do jedzenia i rozprostować nogi.
W taki sposób wzbogacony o nowe doświadczenia docieram późną porą do Bombaju gdzie po n-ty czeka mnie nocleg Couchsurfingowy.
paź
12
2011
Mimo iż nie tak łatwo było dostać bilet na ten pociąg, wszystkie miejsca były zajęte ale nie był on zatłoczony co mnie zaskoczyło. Chyba też po raz pierwszy w klasie SL wyspałem się tak dobrze…
Po dotarciu zazwyczaj stronię od hotelowych ofert rykszarzy, tym razem daje się namówić, a to tylko że od stacji kolejowej do miasta jest 7km.
Hotel okazuje się bardzo luksusowy, a przekonują mnie marmurowe podłogi i przestronny pokój o wysokim standardzie. Nie obywa się też oczywiście od targowania ale kwota 200 rupi za noc w takich warunkach to bardzo dobra oferta…
Czytaj resztę tego wpisu »
paź
9
2011
Po ponad mięciu przygody rozpoczętej w Indiach, przyszedł czas by w końcu odwiedzić ten słynny cud świata jakim jest Taj Mahal. Mimo iż już na początku, będąc w Delhi dzieliło mnie jedynie 3h drogi do tego miejsca, wizytę postanowiłem złożyć dopiero teraz, czyli w drodze na północ.
Tak oto trafiam po raz kolejny późną nocą do miejscowości Agra. Dwu kilometrowy przemarsz z plecakiem i staje przed bramą wejściową do Taj. Nie poświęcając ani odrobiny czasu na poszukiwania noclegu, bukuje się do pierwszego lepszego hotelu toż za rogiem i noc spędzam w mało atrakcyjnym pokoju…
Czytaj resztę tego wpisu »
paź
6
2011
Autobus rzeczywiście był w miarę luksusowy… Nie warto jednak wierzyć kierowcy na słowo i po raz kolejny podróż mająca trwać 10h trwała 14h. Bonusem okazały się wolne miejsca sypialne i mimo iż płaciłem za fotel miałem okazję przespać się, ostanie 3-4 - choć było bardzo ciężko na wyboistej drodze.
Docieram…, jest bardzo późno… Nocna pora to najmniej prze zemnie lubiany czas, nie dość że ciemno i ciężko się odnaleźć w nowym nieznanym miejscu, to zazwyczaj większość hoteli jest pozamykanych a obsługa recepcji śpi w najlepsze. Kolejna zatem przygoda z poszukiwaniem noclegu… Nie mając za wielkiego wyboru o 2 w nocy, decyduje się na ‘dormitory’ w bardzo ładnym hotelu, choć za wygórowaną cenę…
Czytaj resztę tego wpisu »
paź
3
2011
Po niebieskich domach, czas przenieść się nieco w inne klimaty… I tak przemierzając północne Indie aż do samej pustyni Thar, docieram do miasteczka o nazwie Jaisalmer. Miasto i peryferia to nic innego jak pustynny krajobraz z którego już w oddali wyłania się wielki piaskowy fort na szczycie wzgórza, a wokół ciągną się zawiłe uliczki domów o równie kamiennym i piaskowym stylu.
Piaskowe domy, piach na ulicach i pełno piachu poza miastem… Po części tak stylizowany jest Jaisalmer poprzez swoją architekturę i design, ale z drugiej strony… – tak też sobie myślę muszą że, muszą tu działać czynniki naturalne – bo przecież nikt piasku nie nazwoził
Nie mniej miejsce to, szczególnie z fortem przypomina nieco obraz z baśni tysiąca i jednej nocy…
Czytaj resztę tego wpisu »